Testujemy arbuzowe samoopalacze od St. Tropez. Warte swojej ceny?

Testujemy arbuzowe samoopalacze od St. Tropez. Warte swojej ceny?

Testujemy arbuzowe samoopalacze od St. Tropez. Warte swojej ceny?

W sezonie wiosenno-letnim dobry samoopalacz to absolutne must have. Przed wyjazdem na urlop kolor skóry nie wygląda zbyt dobrze (a przynajmniej w moim przypadku), dlatego warto go nieco “wspomóc”. Z samoopalaczami St. Tropez lubię się już od kilku sezonów, dlatego nie mogłam odpuścić sobie testów najnowszej serii o zapachu arbuza.

ZOBACZ: Przetestowałam wodę samoopalającą Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water

Daruję sobie opisy producenta (o nowościach St. Tropez już Wam pisałam i informacje znajdziecie TUTAJ) i od razu przejdę do konkretów. A jest o czym napisać, bo arbuzowe samoopalacze są naprawdę GENIALNE!

St Tropez pianka

Zacznijmy od samoopalacza Self Tan Watermelon Infusion, bo to właśnie on był moim pierwszym wyborem. Pewnie nawet nie muszę o tym wspominać, ale przed użyciem tego typu produktów należy wykonać dokładny peeling całego ciała. Konsystencja jest dokładnie taka sama jak w przypadku innych samoopalaczy St. Tropez. Brązowa pianka bardzo łatwo się nakłada (oczywiście przy pomocy rękawicy!), co moim zdaniem jest przewagą (a jednak!) nad wodami samoopalającymi – dokładnie widzimy, w które miejsce powinnyśmy samoopalacza dołożyć by uzyskać idealny jednolity kolor. A jeżeli jesteśmy przy kolorze – skóra ma bardzo ładny, naturalny odcień, który można stopniować poprzez czas, na jaki zostawiamy produkt na skórze.

Przejdźmy do zapachu, bo to zdecydowanie on jest “głównym” bohaterem. Ten jest bardzo przyjemny i tak – wyczuwamy w nim soczystego arbuza. A co za tym idzie – produkt pozbawiony jest drażniącego zapachu typowego samoopalacza.

Cena: 169 zł / 200 ml. Dostępność w Douglasie.

Test arbuzowych samoopalaczy St. Tropez. Warte swojej ceny?

St Tropez Gradual Tan

O ile w przypadku samoopalacza byłam pewna, że będzie hitem, tak balsam był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Dlaczego? Chyba dlatego, że spodziewałam się dłuższego czasu oczekiwania na efekty. A te pojawiły się już kolejnego dnia. Balsamem potraktowałam ręce, ramiona i dekolt. Efekt? Delikatna (chociaż nie aż tak delikatna jak początkowo myślałam) letnia opalenizna i nawilżona skóra. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Balsamu możemy użyć również następnego dnia i wzmocnić uzyskany wcześniej efekt.

Co do zapachu – jest piękny! I dokładnie taki sam jak w przypadku samoopalacza.

Cena: 95 zł / 200 ml.

ZOBACZ WIĘCEJ:

Zdjęcia: mizzle.pl

Zobacz również

Zostaw komentarz

Zostaw komentarz Twój adres e-mail nie zostanie ujawniony